piątek, 14 września 2012

Komórki macierzyste i afereza

Mobilizacja komórek macierzystych

Dzisiaj byłam w klinice na zabiegu o nazwie afereza, czyli na pobraniu komórek macierzystych z krwi obwodowej. Krew obwodowa zawiera 100 razy mniej komórek macierzystych niż szpik, więc już kilka dni wcześniej wstrzykiwałam sobie w brzuch (tzn. małż to robił) zastrzyki Neupogen, tzw. czynnik wzrostu, który przesuwa komórki macierzyste ze szpiku do krwi (tzw. mobilizacja komórek). Pierwszy zastrzyk wzięłam tydzień temu w piątek rano i potem dwa razy dziennie o 7 i 19. Następnie od poniedziałku zgłaszałam się rano o godzinie 8 na oddział transplantologii, gdzie sprawdzano morfologię krwi i lekarz ustalał, czy jest już wystarczająco dużo odpowiednich komórek. We wtorek zostałam w szpitalu, ale nie na aferezę, lecz na przetoczenie krwi, bo okazało się, że hemoglobina spadła do poziomu 7.0 i faktycznie - zaczynałam się czuć bardzo słabo. W nocy z wtorku na środę poczułam specyficzne łupnięcie w lędźwiach - podobne jak przy zastrzyku z Neulasty, oznaczające, że zastrzyk zaczyna działać. Lekarz od aferezy powiedział, że będziemy pobierać komórki w czwartek, a lekarz prowadzący powiedział ku mojej ogromnej radości, że ma mnie już dość i do godziny mam zniknąć ze szpitala i stawić się dopiero jutro :))) Dodam, że zaskoczyła mnie reakcja mojego organizmu na klinikę - nie miałam żadnej chemii, a mimo wszystko cały czas wymiotowałam. Ciekawe, kiedy pozbędę się tego odruchu.

Ekstra wkłucie centralne


Najgorsze dla mnie w całym zabiegu pozyskiwania komórek macierzystych było wkłucie centralne - tzw. dializowe, czyli o wiele grubsze niż normalne. Wszystko ze względu na to, że mam słabe żyły - trudno z nich pobrać za pierwszym razem krew na badanie, a co dopiero podłączyć dwa specjalne bardzo grube wenflony do aferezy. W przypadku takich pacjentów stosuje się wkłucie centralne. We mnie zwyczajne wkłucie wywołuje histerię, a co dopiero takie... Lekarz, który w szpitalu zajmuje się wkłuciami jest mistrzem - robi to szybko i sprawnie, mimo wszystko zawsze odstawiam cyrk na łóżku. Po prostu nie potrafię tego znieść spokojnie. Dzisiaj było znośnie, bałam się, że będzie o wiele gorzej. Różnica polegała na tym, że do żyły trzeba było wprowadzić dwie rurki, więc dwa razy lekarz rozpychał żyłę, co jest niezbyt przyjemne. W standardowym wkłuciu robi to tylko raz. Za to szycie za każdym razem dostarcza podobnych doznań...

Udało mi się przed wkłuciem zrobić zdjęcie zestawu rurek, które później zainstalowano w mojej szyi. Na zdjęciu nie wygląda imponująco, ale w rzeczywistości robi wrażenie...


 A poniżej moja szyja  - na pierwszym zdjęciu z "normalnym" wkłuciem (i jeszcze z włosami - to był pierwszy pobyt w klinice), niżej - ufo, czyli ostające rurki od wkłucia dializowego. Nota bene wszyscy się do mnie dziwnie uśmiechali. Dopiero jak spojrzałam w lustro, to zrozumiałam dlaczego ;-)



 Afereza

- polega na podłączeniu delikwenta do maszyny o nazwie separator komórkowy (nieostre zdjęcie poniżej), która wygląda jak z czasów króla Ćwieczka. Jednak jak się dowiedziałam, to najlepsze i najnowocześniejsze urządzenie, jakie się używa na świecie. No cóż, w przypadku ratowania życia nikt nie zastanawia się nad designem. Byłam podłączona dwiema rurkami (wkłucie) przez cztery godziny do tego urządzenia.

Przez pierwszą linię krew pobierana w sposób ciągły łączyła się z płynem przeciwkrzepliwym i trafiała do separatora, który izolował komórki macierzyste, drugą linią pozbawiona tych komórek trafiała z powrotem do organizmu. Cała moja krew jakieś 2-3 razy przeszła przez to urządzenie, przy czym na zewnątrz jednocześnie znajdowało się tylko 130 ml krwi. Miałam dużo szczęścia, bo udało się za jednym razem pozyskać odpowiednią ilość komórek macierzystych i nie musiałam zostać w szpitalu do jutra.
Po zabiegu lekarz wyciągnął mi wkłucie centralne, poleżałam godzinę, aby zdążyło tam się wszystko zasklepić i wróciłam do domu. Teraz czuję się, jakby mnie pociąg przejechał - obolała (efekt zastrzyków) + zmęczona okrutnie (samym zabiegiem), ale szczęśliwa, że mam to już za sobą :-)

Ważne - każdy dawca szpiku kostnego przechodzi przez podobny zabieg - też przyjmuje zastrzyki, a następnie spędza parę godzin przypięty do separatora.


3 komentarze:

  1. Kaśka jesteś niesamowicie dzielna :) Super, ze się udało za pierwszym razem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasia, jesteś naprawdę dzielna! Jesteś bardzo dzielna! ściskam i całuję.
    a.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jazda bez trzymanki...
    Kaśka &&&&&&&

    OdpowiedzUsuń